piątek, 29 marca 2013

Moi-même-Moitié - Silent Moon JSK



Po prawie dwutygodniowej przerwie udało mi się zebrać materiał do kolejnego wpisu (w końcu!).  Miałam spory problem ze zrobieniem zdjęć, bo albo za ciemno, albo brak czasu; dzisiaj jednak złapałam dzienne światło i coś tam wyszło, chociaż szału nie ma.

Jak podpowiada tytuł posta, dzisiejszym tematem będzie sukienka z Moi-même-Moitié, a dokładnie Silent Moon w wersji czarno-białej JSK. Odkąd pokazałam w internecie (dokładnie na photoblogu) pierwsze zdjęcie w niej, dostałam bardzo dużo pytań odnośnie procesu zamawiania, kosztów, jak i jakości samej sukienki. Nie obyło się też bez zarzutów* o posiadanie repliki, ale to inna historia.

Zacznę od początku, czyli od zamawiania sukienki.
Internetowy sklep Moi-même-Moitié nie wysyła przedmiotów poza granice Japonii*, dlatego musiałam znaleźć shopping service. Mój wybór padł na momoirokumasan. Napisałam do niej maila 16 października (2011roku) i jeszcze tego samego dnia dostałam odpowiedź, z której dowiedziałam się, że zakupi sukienkę w sklepie Moitie znajdującym się w jej mieście.
Teraz koszty. Sama sukienka (wg hellolace) kosztowała 31,290yenów, natomiast wraz z wysyłką i prowizją SS zapłaciłam 40,100yenów. Pieniądze przelałam 20 października, a przesyłka dotarła do mnie jakoś w połowie listopada. Szybko, bezproblemowo, cud, miód i orzeszki.


Gdy tylko otworzyłam paczkę, zaskoczył mnie widok małej podkładki pod mysz z Hello Kitty - upominek od SS, którego się nie spodziewałam.  Pod gratisem znajdowała się papierowa torba z Moitie, zajmująca całą szerokość kartonu. Na samym dnie zaś była zafoliowana, starannie poskładana, upragniona sukienka.
Po odpakowaniu jej z folii pozytywnie zaskoczył mnie fakt, że nie miała w ogóle żadnych zagnieceń. Przed zakupem naoglądałam się zdjęć wygniecionych (mniej lub bardziej) sukienek i spódnic z tej serii, które zagraniczne lolity wrzucały po otrzymaniu swoich przesyłek i dlatego byłam nastawiona, że moja również będzie w takim stanie.  Co więcej, nie gniecie się również podczas np. wiszenia w ścisku w szafie, czy długiego siedzenia w niej. Zupełnie szczerze, ta sukienka ani razu jeszcze nie miała styczności z żelazkiem. Materiał, z którego została wykonana (100% poliester) jest dość gruby, ale przyjemny i ładnie się układa. Nie zbiera sierści/kurzu/innych rzeczy i bardzo trudno go pozaciągać (nie udało mi się to jak na razie, a przedzierałam się w tej sukience przez leśne chaszcze dwukrotnie). Cóż dalej; dokładnie przyglądałam się printowi i zachwycił mnie kompletnie. Jest bardzo wyraźny, idealnie biały, nigdzie nie "odłazi" (do dziś).

Dalej przyszła kolej na przymiarkę i - niestety - rozczarowanie.
Na stronie Moitie wymiar w biuście podany był jako 82cm, więc teoretycznie sukienka miała być na mnie w tym miejscu za duża o 2cm. Czyli prawie w ogóle biorąc pod uwagę, że pod JSK nosi się koszule/bluzki.  W rzeczywistości jednak, po zmierzeniu na płasko, wymiar w biuście to... 86cm. Na tym polu poczułam się oszukana, ale dla chcącego nic trudnego - stanik push-up, bolerko, albo prowizoryczne wiązanie gorsetowe i jedziemy.

Koniec pisania, dziękuję wszystkim, którzy przeczytają to do końca. :D
Teraz zdjęciowy spam:








*1. Nie mam nic do replik, a nawet zastanawiałam się nad sprzedaniem mojego oryginału (bo za duży). Ostatecznie zrezygnowałam po naoglądaniu się zdjęć i po przeczytaniu sporej ilości opinii na temat owych replik.
*2. CDJapan oferuje niektóre produkty Moitie z wysyłką na cały świat.

niedziela, 17 marca 2013

Post Pierwszy♫

Witam serdecznie wszystkich, którzy trafili na tego bloga. :)
Został on założony spontanicznie, w przypływie natchnienia i chęci rozpoczęcia czegoś nowego w otchłaniach internetu.

W ramach wstępu powinnam pewnie napisać coś o sobie, ale pozwolę sobie ten punkt ominąć, a podstawowe informacje przedstawię w rubryce "o mnie".

Nie umiem ładnie pisać, więc posty nie będą skupiać się na długich historiach, czy opisach dnia codziennego. Postanowiłam dać trochę swobody egoistycznej/snobistycznej części mnie i dlatego blog ten traktował będzie o... ubraniach i innych zakupowych cudactwach. Dość popularny motyw ostatnimi czasy, nie przeczę. Mam jednak w sobie taką drobną potrzebę dzielenia się ze światem moją radością lub rozczarowaniem, które pojawiają się wraz z nową paczką dostarczoną przez listonosza. Drugim czynnikiem, przez który zamierzam tu pisać są pytania, jakie dostaję odnośnie moich ubrań i innych rzeczy - tak więc blog będzie mocno recenzyjny.

Ważna informacja: blog w 80-90% dotyczył będzie rzeczy związanych z lolita fashion.

Zapraszam do śledzenia!